Jeszcze bliżej niż za pierwszym razem. Linz – KTS 3:2

Gru
7

Bez wątpienia było to niezwykłe widowisko dwóch najlepszych zespołów grupy „B”. Trzy godziny zmagań i pełna dramaturgia; szala zwycięstwa wychyliła się na chwilę na stronę KTS-u, ale zakończenie było szczęśliwe dla triumfatora Ligi Mistrzów. Największym pechowcem meczu bez wątpienia została Renata Strbikova, ale z Linzu bez łupu nie wyjedzie.

Strbikova-Solja

Pierwsza seria pojedynków toczyła się w narodowych zestawach – Renata Strbikova rywalizowała z Ivetą Vacenovską, Han Ying z dwukrotną złotą medalistką mistrzostw Europy Petrissą Solją, a na koniec Liu Jia i Jia Jun – byłe zawodniczki Chińskiej Republiki Ludowej.

Początek nie zwiastował dla Tarnobrzega niczego dobrego. Strbikova nie potrafiła sobie poradzić z niezadowoleniem z własnej gry i prawie udało się jej przekonać wszystkich dookoła, że tego wieczora jej występ zakończy się katastrofą. Prawie, bo po dwóch setach tarnobrzeżanka zebrała się do kupy i doprowadziła do remisu. Piąty set to niestety bardzo szczęśliwy początek Vacenovskiej, która co rusz posyłała piłkę po siatce lub w kant i takiego prezentu (od św. Mikołaja?) nie zmarnowała.

Na szczęście zimnej krwi nie straciła Han Ying, która młodszą koleżankę z reprezentacji wypunktowała dość spokojnie. Niestety, chwilę później podobny scenariusz miał pojedynek Jun i Liu, tyle że to zawodniczka Linzu była górą. – Nie wiem, dlaczego przegrałam taki mecz. Wszystko w końcówkach – mówiła Jun i długo nie mogła uwierzyć, że była mistrzyni Europy potrzebowała tylko trzech setów, by zdobyć punkt dla swojej drużyny. Napór gospodarzy przerwała Han Ying, która po gładko przegranym secie z Vacenovską ostro zabrała się do pracy i dołożyła wszelkich starań, aby Zamek-SPAR dostał jeszcze jedną szansę. Nie deprymowały jej nawet potężne uderzenia rywalki, która niekiedy umieszczała piłkę na stole wbrew prawom fizyki i po kolejnych trzech odsłonach dała Tarnobrzegowi drugi punkt.

To jednak była ostatnia zdobycz gości. Strbikova grała przeciwko Solji dużo rozsądniej niż w Tarnobrzegu i wszystko wyglądało bardzo obiecująco aż do czwartego seta. – Na 11 piłek połowa to siatki i kanty. Nie miałam szans, a w ostatniej odsłonie chyba zabrakło mi sił – mówi Renata Strbikova. Tarnobrzeżanka postanowiła jednak wziąć odwet i po oficjalnej kolacji uprowadziła talizman miejscowej drużyny. – Zapytałam Ivety czy mogę wziąć. Zgodziła się, więc mam. Co prawda inni zaczęli protestować, ale było za późno. Po prawdzie to chyba nie myśleli, że mówię na poważnie – dodaje Renata.

Renata z trofeum

WYNIKI

LINZ AG FROSCHBERG – KTS ZAMEK SPAR TARNORBZEG 3:2

Iveta Vacenovska – Renata Strbikova 3:2 (7, 8, -6, -4, 4),
Petrissa Solja – Han Ying 1:3 (-7, -6, 9, -7),
Liu Jia – Jia Jun 3:0 (8, 9, 8),
Iveta Vacenovska – Han Ying 1:3 (3, -7, -11, -5),
Petrissa Solja – Renata Strbikova 3:2 (7, -7, -8, 7, 7).

 

Comments are closed.