Posts Tagged ‘Linz’

To był prawdziwy zastrzyk energii! Enea Siarka w półfinale Ligi Mistrzyń

Lut
10

KTS Enea Siarka po raz drugi pokonał 3:1 Linz AG Froschberg i awansował do półfinału Seamaster Ligi Mistrzyń. Pierwszy i najważniejszy punkt dała tarnobrzeżankom Li Qian, która jeszcze kilka dni temu leżała w łóżku z blisko 40-stopniową gorączką.

Piątkowa batalia Enei Siarka była wyjątkowa pod wieloma względami. Pierwszy mecz pod banderą nowego sponsora, pierwsza transmisja na żywo w TVP Sport, pierwszy tak hipnotyzujący występ artystyczny podczas meczu tenisa stołowego, pierwsze zwycięstwo Li Qian nad Polcanovą, pierwsza wygrana Elizabety Samary z Sofią Polcanovą i pierwszy mecz KTS-u bez liderki Han Ying… Jedyna rzecz była jak zawsze – piękny doping i ogromne nerwy.

Zaczęło się dobrze, bowiem Elizabeta Samara niezwykle pewnie wygrała pierwszego seta meczu z Zhang Mo. Brakowało dwóch, aby stres związany z nieobecnością Han Ying w składzie zamienił się w błogi spokój. Austriacka zawodniczka poprawiła jednak odbiór i zaczęła agresywniej blokować a efekt był natychmiastowy – wyrównała stan pojedynku. Trzecia odsłona znowu doskonale rozegrana przez Samarę, ale czwarta ponownie pod dyktando rywalki. Decydujący set nie układał się jednak po myśli tarnobrzeżanki, która straciła dwa pewne punkty przez zagrania Zhang Mo w kant stołu i taśmę siatki. Mimo to prowadziła jeszcze 8:6, ale zaczęła grać zbyt asekuracyjnie co wykorzystała zawodniczka gości i Linz objął prowadzenie.

Zrobiło się jeszcze bardziej nerwowo, gdyż w starciu Li Qian i Sofii Polcanovej to nie tarnobrzeżanka była faworytką. Qian jednak długo analizowała porażkę z Linzu, przygotowała się niezwykle skrupulatnie do rewanżu. Niewiadomą była jednak jej wytrzymałość fizyczna. – Nastawiłem Li Qian na ten jeden mecz, zgodziliśmy się co do jednego: bez względu na rozwój całego spotkania Mała da w tym pojedynku sto procent sił, które ma. Mogła poddać ewentualny drugi mecz, jednak znalazła w sobie tyle energii, że nawet nie było widać tego jej osłabienia – komentował zadowolony Zbigniew Nęcek.  – Dziękuję trenerowi, panu Aleksandrowi za wielką pomoc w przygotowaniu. W końcu z nią wygrałam! – mówiła ze wzruszeniem Qian.

Dzięki tak fantastycznej postawie i wygranej 3:0 KTS Enea Siarka potrzebował już tylko seta do awansu. Prawdopodobnie bez tej świadomości podeszła do stołu Wiktoria Pawłowicz, która na początku grała dosyć zachowawczo. Za to Linda Bergrstroem bez kompleksów zdobywała kolejne punkty. Usztywniła się dopiero przy prowadzeniu 10:7, kiedy Pawłowicz zaczęła atakować smeczami i odrobiła straty. Po trzeciej długiej, ale znowu  przegranej przez Bergstroem wymianie tarnobrzeżanka wyrównała i już nie zmarnowała szansy na zwycięstwo. Wykorzystała drugą piłkę setową i w pięknym stylu przypieczętowała awans do najlepszej czwórki Seamaster Ligi Mistrzyń.

Nieco przygaszona wyszła do czwartego pojedynku tego spotkania Elizabeta Samara. – Jeszcze nigdy z nią nie wygrałam, a grałyśmy chyba pięć razy – narzekała przed samym meczem podopieczna Zbigniewa Nęcka. – Idź, idź, teraz wygrasz pierwszy raz – odpowiedziała z przekonaniem Li Qian. Stąd nie dziwi radość tarnobrzeżanki po drugim secie, kiedy odrobiła w końcówce kilkupunktową stratę i chyba na dobre uwierzyła, że może pokonać Polcanovą, a po ostatniej piłce cieszyła się niemniej jak z niedawnego złotego medalu mistrzostw Europy.

WYNIKI:
Elizabeta Samara – Zhang Mo 2:3 (5, -8, 5, -5, -8),
Li Qian – Sofia Polcanova 3:0 (5, 10, 9),
Wiktoria Pawłowicz – Linda Bergstroem 3:0 (11, 9, 9),
Elizabeta Samara – Sofia Polcanova 3:0 (6, 10, 7).

LM: Kiedy emocje opadną

Sty
30

Chciałoby się powiedzieć: I co?! a nie mówiliśmy?! Ani łatwo, ani przyjemnie w Linzu nie było, a przynajmniej nie do pewnego momentu. Drużyna KTS-u wraz z jej trenerem Zbigniewem Nęckiem już się przyzwyczaiła, że przyjacielsko traktowana tam nie jest, choć przez lata został wypracowany system wzajemnego szacunku. W zależności od natężenia emocji u miejscowych działaczy i poziomu podrażnienia ambicji działa on lepiej lub gorzej. Mogli się przekonać nasi kibice, licealiści Hetmana Tarnobrzeg, którzy przyjechali do Austrii specjalnie na ten mecz.

Austriacy okazywali naszym młodym kibicom różne drobne złośliwostki, bo kiedy Hetman zaczynał pięknie dopingować autorskimi przyśpiewkami, to na przykład nagle pojawiała się muzyka, której dotąd nikt nie włączał i która narastała do tego stopnia, aby zagłuszyć grupę pięćdziesięcioro Polaków; bo pokazywali młodych palcami i się z nich śmiali; bo kazali im kupić bilety, które dla dzieci i młodzieży były za darmo… Jednak nastolatkowie i ich opiekunowie pokazali klasę tym ludziom z Zachodu i nie dali się sprowokować. Lekcja nadprogramowa odrobiona na szóstkę ze słoneczkiem.

Sportowo także ten pojedynek długo nie układał się po myśli KTS-u i jako żywo przypominał mecz z Kartageną sprzed kilku lat, kiedy zespół Zbigniewa Nęcka jako faworyt wyjechał z Hiszpanii z bolesną porażką 0:3, a każdy z trzech przegranych pojedynków był prawie wygrany. Li Qian przecież w piątym secie z Polcanovą prowadziła 9:7, Han Ying zmarnowała już na początku piłkę setową a potem niesamowicie się wybroniła ze stanu 8:10 w trzeciej odsłonie, aby znowu nie wykorzystać prowadzenia 7:4 w kolejnej. I na koniec Elizabeta Samara, która potrafi świetnie grać na obronę a w drugiej i trzeciej partii naprawdę nie wyglądało to obiecująco. Demony ciągle wracały, ale tarnobrzeżanki tym razem wzięły się z nimi za bary, a potem uśmiechnęło się do tych walecznych dziewczyn kilka razy szczęście i głaz spadł z serca biało-czerwonym kibicom.

Rewanż 9 lutego o godz. 18. w Tarnobrzegu. I znowu postawimy na sport i fair play. Cokolwiek by się nie działo.

Wyniki:

Sofia Polcanova – Li Qian 3:2 (-8, 9, 9, -8, 9),
Zhang Mo – Han Ying 2:3 (12, -3, -10, 9, -7),
Linda Bergstrom – Elizabeta Samara 1:3 (-6, 7, -8, -10),
Sofia Polcanova – Han Ying 1:3 (-9, 8, -7, -6).

Jeszcze bliżej niż za pierwszym razem. Linz – KTS 3:2

Gru
7

Bez wątpienia było to niezwykłe widowisko dwóch najlepszych zespołów grupy „B”. Trzy godziny zmagań i pełna dramaturgia; szala zwycięstwa wychyliła się na chwilę na stronę KTS-u, ale zakończenie było szczęśliwe dla triumfatora Ligi Mistrzów. Największym pechowcem meczu bez wątpienia została Renata Strbikova, ale z Linzu bez łupu nie wyjedzie.

Strbikova-Solja

Pierwsza seria pojedynków toczyła się w narodowych zestawach – Renata Strbikova rywalizowała z Ivetą Vacenovską, Han Ying z dwukrotną złotą medalistką mistrzostw Europy Petrissą Solją, a na koniec Liu Jia i Jia Jun – byłe zawodniczki Chińskiej Republiki Ludowej.

Początek nie zwiastował dla Tarnobrzega niczego dobrego. Strbikova nie potrafiła sobie poradzić z niezadowoleniem z własnej gry i prawie udało się jej przekonać wszystkich dookoła, że tego wieczora jej występ zakończy się katastrofą. Prawie, bo po dwóch setach tarnobrzeżanka zebrała się do kupy i doprowadziła do remisu. Piąty set to niestety bardzo szczęśliwy początek Vacenovskiej, która co rusz posyłała piłkę po siatce lub w kant i takiego prezentu (od św. Mikołaja?) nie zmarnowała.

Na szczęście zimnej krwi nie straciła Han Ying, która młodszą koleżankę z reprezentacji wypunktowała dość spokojnie. Niestety, chwilę później podobny scenariusz miał pojedynek Jun i Liu, tyle że to zawodniczka Linzu była górą. – Nie wiem, dlaczego przegrałam taki mecz. Wszystko w końcówkach – mówiła Jun i długo nie mogła uwierzyć, że była mistrzyni Europy potrzebowała tylko trzech setów, by zdobyć punkt dla swojej drużyny. Napór gospodarzy przerwała Han Ying, która po gładko przegranym secie z Vacenovską ostro zabrała się do pracy i dołożyła wszelkich starań, aby Zamek-SPAR dostał jeszcze jedną szansę. Nie deprymowały jej nawet potężne uderzenia rywalki, która niekiedy umieszczała piłkę na stole wbrew prawom fizyki i po kolejnych trzech odsłonach dała Tarnobrzegowi drugi punkt.

To jednak była ostatnia zdobycz gości. Strbikova grała przeciwko Solji dużo rozsądniej niż w Tarnobrzegu i wszystko wyglądało bardzo obiecująco aż do czwartego seta. – Na 11 piłek połowa to siatki i kanty. Nie miałam szans, a w ostatniej odsłonie chyba zabrakło mi sił – mówi Renata Strbikova. Tarnobrzeżanka postanowiła jednak wziąć odwet i po oficjalnej kolacji uprowadziła talizman miejscowej drużyny. – Zapytałam Ivety czy mogę wziąć. Zgodziła się, więc mam. Co prawda inni zaczęli protestować, ale było za późno. Po prawdzie to chyba nie myśleli, że mówię na poważnie – dodaje Renata.

Renata z trofeum

WYNIKI

LINZ AG FROSCHBERG – KTS ZAMEK SPAR TARNORBZEG 3:2

Iveta Vacenovska – Renata Strbikova 3:2 (7, 8, -6, -4, 4),
Petrissa Solja – Han Ying 1:3 (-7, -6, 9, -7),
Liu Jia – Jia Jun 3:0 (8, 9, 8),
Iveta Vacenovska – Han Ying 1:3 (3, -7, -11, -5),
Petrissa Solja – Renata Strbikova 3:2 (7, -7, -8, 7, 7).