Posts Tagged ‘Marma Polskie Folie’

W Ekstraklasie bez potknięcia

Paź
14

KTS Enea Siarka Tarnobrzeg pokonał u siebie 3:0 Bronowiankę Kraków w meczu 4. kolejki i myślami jest już przy jutrzejszym starciu z SKTS-em Sochaczew, barw którego broni Katarzyna Grzybowska, aktualna brązowa medalistka indywidualnych mistrzostw Europy w Alicante.

Spotkanie z Krakowem było znacznie krótsze niż zakładali gospodarze, a to ze względu na brak w składzie gości i Marty Smętek, i Dominiki Wołowiec. Ta druga była co prawda na ławce Bronowianki, ale z przyczyn regulaminowych (rozegrała mecz w niżej lidze w tej samej kolejce) nie mogła wystąpić w hali MOSiR.

Dwa pierwsze pojedynki zakończyły się przed upływem trzech kwadransów, jednak starcie dwóch najmłodszych zawodniczek było najbardziej wyrównane i o wyniku rozstrzygnął dopiero piąty set. Tarnobrzeżanka przez całą odsłonę nie mogła odskoczyć rywalce i dopiero kilka agresywnych bloków i kontr topspinowych w drugiej połowie przyniosło jej widoczną przewagę, a w efekcie zwycięstwo.

WYNIKI:
Elizabeta SAMARA – Alicja ŚLIWA 3:0 (2, 3, 1),
Wiktoria PAWŁOWICZ – ZHAO Ziyi 3:0 (5, 7, 4),
Agata ZAKRZEWSKA – Karolina PĘK 3:2 (9, -5, 12, -15, 7).

 

LM: Spokojny początek horroru

Paź
13

KTS Enea Siarka Tarnobrzeg pokonał 3:1 LZ Froschberg Linz w pierwszym meczu fazy grupowej Ligi Mistrzyń. Formą błysnęła świeżo upieczona mistrzyni Europy Li Qian, ale to Han Ying zapewniła tarnobrzeżankom dwa punkty.

To miał być spokojny mecz, niemalże formalność, a skończyło się na dużym strachu i walce o dobry wynik do samego końca. Zaczęło się planowo, bowiem Han Ying w trzech setach rozprawiła się z Marharytą Baltushite, młodą reprezentantkę Białorusi, chociaż momentami rywalka „Hani” pokazała nadzwyczaj dojrzałą i rozsądną grę, bez respektu dla utytułowanej tarnobrzeżanki. Kłopoty zaczęły się od drugiej partii. Niby wszystko wyglądało dobrze, niby Elizabeta Samara wygrała pierwszego seta z liderką gości Wu Yue, ale w postawie podopiecznej Zbigniewa Nęcka brakowało tej pewności siebie, którą zazwyczaj emanuje.  W drugiej odsłonie Samara prowadziła jeszcze 5:3, ale ta mała zaliczka szybko zniknęła po nieudanej serii przyjęć i Wu błyskawicznie wygrała seta i w podobnym stylu także kolejne dwa. – Eliza musi odnaleźć siebie, swój styl, przypomnieć sobie, jak niedawno grała i znowu czerpać radość z gry. Każdy zawodnik ma obniżki formy i to właśnie dotknęło teraz Elizę – spokojnie analizuje Zbigniew Nęcek.

Tego wieczora nie za dobrze czuła się za stołem również Li Qian, jednak w jej przypadku narzekania były mocno na wyrost, bo potrzebowała zaledwie kilka drobnych korekt technicznych, aby ułożyć grę i wypunktować Ho Tin-Tin. – Dopiero w trzecim secie znalazłam swój rytm, złapałam taki luz – ocenia Li Qian. Jej słowa znajdują odzwierciedlenie w wyniku, gdyż po przyjęciu otwartej gry rywalka zdołała wygrać jedynie trzy punkty.

Niespodziewanie duże problemy z liderką Austriaczek miała Han Ying. Wydawało się, że Ying rozbije swoją przeciwniczkę, która zupełnie nie czytała rotacji w obronie, a tymczasem po trzech odsłonach prowadziła Wu Yue. Na szczęście w czwartym secie zawodniczka Linzu za bardzo uwierzyła w swój ciągły atak i Ying do końca dowiozła przewagę wypracowaną na początku. W decydującym secie role się odwróciły -Austriaczka grała już bardzo cierpliwie a tarnobrzeżanka szybko przegrała trzy akcje. Zdołała opanować emocje i dla odmiany obie panie zaczęły grać sobie na nerwach, albo raczej testować cierpliwość. Żadna nie chciała ryzykować zbędnych ataków i przy stanie 7:7, po upływie regulaminowych 10 minut gry, sędziowie wprowadzili grę na czas.

Zdezorientowana Han Ying od razu zepsuła pierwszą piłkę, chociaż to rywalka była pod przymusem zakończenia akcji w 12. uderzeniu, a kilka sekund później po świetnym serwisie „Hani” piłka po odbiorze poleciała w kant stołu. – Nie mogłam w to uwierzyć, tak bardzo się zmobilizowałam, wyszło mi super podanie a tu takie przyjęcie – denerwowała się Ying. Tarnobrzeżanka utrzymała nerwy na wodzy i nie przestała walczyć nawet przy stanie 8:10. Obroniła dwie piłki meczowe, szybko wyszła na prowadzenie 11:10 i nie zaprzepaściła szansy na niezwykle cenne zwycięstwo.

 

HAN Ying – Marharyta BALTUSHITE 3:0 (8, 10, 6),
Elizabeta SAMARA – WU Yue 1:3 (8, -7, -5, -4),
LI Qian – HO Tintin 3:0 (6, 9, 3),
HAN Ying – WU Yue 3:2 (6, -10, -8, 8, 10).

Mecz z Linzem na żywo w TVP Sport

Paź
12

Pierwsze spotkanie w Lidze Mistrzyń w tym sezonie będzie transmitowane na żywo przez TVP Sport oraz telewizję internetową Laola1.tv, jednak bardzo gorąco zachęcamy do osobistego dopingu w hali MOSiR w Tarnobrzegu.

Rywale z Austrii przyjechali do Tarnobrzega w najsilniejszym składzie, pomimo zapowiedzi, że pojawią się w Polsce bez Angielki Ho Tin-Tin. – Zawsze weryfikujemy zasłyszane informacje, ta była mało prawdopodobna i znamy ich menedżera od lat i  także jego różne sztuczki – mówi Kinga Stefańska, kapitan KTS Enea Siarka.

Odliczanie do inauguracji Ligi Mistrzyń trwa

Paź
8

Po bardzo intensywnym początku sezonu w konkurencjach indywidualnych, nadszedł najwyższy czas na intensyfikację rozgrywek klubowych. Już w sobotę w Tarnobrzegu nastąpi inauguracja nowego sezonu w Lidze Mistrzyń, gdzie KTS Enea Siarka podejmie beniaminka z Austrii, LZ Froschberg Linz. Początek meczu o godz. 13.
Dzień później tarnobrzeżanki czeka potyczka ligowa z Bronowianką Kraków, a w poniedziałek z SKTS-em Sochaczew, barw którego broni Katarzyna Grzybowska-Franc, aktualna brązowa medalistka mistrzostw Europy w Alicante.

Tempa przygotowań nie zwalnia także nasza mistrzyni Europy Li Qian, która wykorzystała krótki pobyt w Warszawie na spotkanie z trenerem Zbigniewem Raubo. – To świetny trening fizyczny. Pierwszy raz stałam w ringu, a po kilku minutach tak mi waliło serce, że aż nie mogłam oddychać i byłam zupełnie spocona! Super trening! – mówiła Qian, której w ringu towarzyszyli także Kinga Stefańska i trener Zbigniew Nęcek. Cała ekipa KTS Enea Siarka zaprosiła legendarnego boksera do Tarnobrzeg, jednak niestety, tym razem trener Raubo nie może przyjechać na mecz Ligi Mistrzyń ze względu na swoje obowiązki.

Dla wątpiących i malkontentów – Hymn Polski w Hiszpanii

Wrz
24

To prywatny komentarz, który kieruję do tych wszystkich, którzy wygadują bzdury czy to siedząc na trybunach, czy w swoim wygodnym fotelu lub też w kuluarach podważając zasadność występów Chinki w biało-czerwonych barwach. Bynajmniej nie chcę rozwodzić się tu merytorycznie nad plusami lub minusami jej obecności w reprezentacji Polski, ale tylko podzielić chłodną obserwacją z Alicante.

Li Qian, przez wiele lat ciężko pracując na sukcesy reprezentacji, klubu i swoje (kolejność dowolna) dorobiła się i  pseudoprzyjaciół, i przeciwników w Polsce, którą z dumą reprezentuje od wielu lat i dla której właśnie zdobyła historyczny złoty medal mistrzostw Europy. Ironiczne komentarze i uszczypliwe uwagi zawdzięcza tylko temu, że jest z pochodzenia Chinką. To nic, że spędziła w naszym kraju ponad połowę swojego życia, ma polskie, a nie podwójne obywatelstwo i chociaż idealnie po polsku nie mówi, robi niekiedy śmieszne błędy, a zamiast „nigdy” w zdaniach przeczących z uporem maniaka używa „zawsze”,  to jednak doskonale odnajduje się w kraju nad Wisłą. Nie musiała też zdawać żadnego oficjalnego egzaminu na obywatela, jak to ma miejsce chociażby w Królestwie Niderlandów, jednak swój egzamin z polskości zdała bez przygotowania w niedzielę wieczorem śpiewając Mazurka Dąbrowskiego.

Kinga Stefańska

Tytuł z cienia. Qian mistrzynią Europy!

Wrz
24

Alicante to piękna miejscowość turystyczna nad samym morzem. Hotel przy plaży, śniadanie z widokiem na wschód słońca, luksusowe jachty, palmy… – Ale tu pięknie – powtarzała po kilka razy dziennie Li Qian. – Jak skończę grać to pójdziemy coś pozwiedzać, na dobrą kawę, wykąpać się w morzu, dobrze?  – dopytywała.

Z planów niewiele wyszło, poza nocną kąpielą, ale w niedzielny wieczór Alicante stało się jeszcze piękniejszym miejscem na ziemi dla tenisistki KTS-u Enea Siarka Tarnobrzeg. „Mała” po emocjonującym finale i fantastycznej grze pokonała Margaritę Piesocką 4:2 i po raz pierwszy w karierze została indywidualną mistrzynią Europy.  To także pierwsze złoto dla Polski w historii PZTS.

– Spełniło się moje marzenie – mówiła wzruszona Qian. Nawet nie wiedziałam, jak mam się cieszyć, co zrobić po ostatniej piłce. Nie mogłam nic zaplanować, potrzebowałam tylko jak najszybciej wyrzucić emocje – dodała.

Przed turniejem żadna z jej rywalek nie wymieniała Li Qian w gronie  faworytek. Mało tego, nikt nawet nie wspominał, że tarnobrzeżanka może być trudną rywalką, tak jak gdyby tenisowy świat zapomniał o niej na chwilę. Przypomniała się we wspaniałym stylu, niebywałe skoncentrowana od samego początku wytrwale dążyła do celu. Przechodziła kolejne rundy i z coraz większą niecierpliwością czekała na następne mecze. – Kiedy wygrałam z Berni Szocs i zobaczyłam, co się dzieje w drabince turniejowej po raz pierwszy pomyślałam, że mam szansę na dobry wynik. To jest niesamowite, jeszcze nie wierzę, że jestem mistrzynią Europy. To dla tarnobrzeskiego teamu ogromna radość, bo to nasze wspólne zwycięstwo! Bardzo ładnie zachowały się też moje koleżanki klubowe, które szczerze mnie wspierały i gratulowały – mówiła „Mała”.

Pod wrażeniem występów podopiecznej Zbigniewa Nęcka była większość szkoleniowców innych reprezentacji od niemieckiej trenerki Jie Schoepp poprzez Białorusinów, Rosjan i Austriaków oraz postronnych obserwatorów z ramienia ETTU. – Odebrałem mnóstwo gratulacji, telefonów, smsów. Jestem szczęśliwym człowiekiem, dzisiaj spełniło się moje trenerskie marzenie – nieskrywanie cieszył się Zbigniew Nęcek.

Ogromne gratulacje należą się również Katarzynie Grzybowskiej-Franc, która w Alicante rozegrała życiowy turniej i do domu wraca z brązowym krążkiem po porażce w półfinale z Li Qian.

Lepszego debiutu w roli selekcjonera kadry narodowej seniorek Zbigniew Nęcek nie mógł sobie wymarzyć.

Okrutna „Mała”. MRKS – KTS 1:3

Wrz
10

KTS Enea Siarka Tarnobrzeg 3:1 pokonał na wyjeździe drugiego z beniaminków MRKS Gdańsk. Zwycięstwo, pomimo zgubionego pierwszego w sezonie pojedynku i dzielnej postawy gdańszczanek, nie podlegało dyskusji.
Li Qian była w hali MRKS-u srogą nauczycielką, która nawet przy słabszym samopoczuciu wypełniła bez uwag swoją misję. Jako pierwsza sprawdzian umiejętności z gry na obronę przeszła Agnieszka Kaczmarek, ale wyglądało jakby w połowie chciała odejść od biurka profesor Li. Znacznie lepiej wypadła Marta Krajewska, dla której zwłaszcza pierwszy pojedynek meczu z Wiktorią Pawłowicz rozpoczął się bardzo obiecująco. Gdańszczanka, chociaż przegrywała 1:4, to zdobyła siedem kolejnych punktów i prowadziła już nawet 10:7, ale Pawłowicz nie z takich opresji wychodziła cało. Uspokoiła grę, zmieniła tempo i pięć następnych akcji zapisała na swoim koncie. Tarnobrzeżanka w drugim i trzecim secie lepiej kontrolowała grę, ale postawa i sposób gry Krajewskiej i tak zasługuje na uznanie.
Do poziomu bardziej utytułowanych koleżanek dostroiła się na początku także Agata Zakrzewska, ale niestety nie udało się jej obronić prowadzenia 2:0 w setach i MRKS Gdańsk zdobył honorowy punkt za sprawą Mai Miklaszewskej. Ta sytuacja nie wpłynęła w żaden sposób na Qian, która szybko przestroiła się z kibica na zawodniczkę i bardzo ładnie wypunktowała Martę Krajewską, dając popis umiejętności w kontrataku i na serwisie. „Mała” w obu pojedynkach łącznie straciła zaledwie 15 punktów…

WYNIKI:

Marta KRAJEWSKA – Wiktoria PAWŁOWICZ 0:3 (-10, -7, -3),
Agnieszka KACZMAREK- LI Qian 0:3 (-2, -4, -2),
Maja MIKLASZEWSKA – Agata ZAKRZEWSKA 3:2 (11-13,5-11,11-4,11-5,11-2),
Marta KRAJEWSKA – LI Qian 0:3 (-2, -3, -2)