Zbyszek, przepraszam

Maj
16

– Zbyszek, przepraszam, ale teraz nie mogę ci pomóc z zaproszeniami – mówił zaraz po wyjściu ze szpitala tydzień przed finałem play-off w Tarnobrzegu. Był słabiutki i smutny z powodu tego, co usłyszał od lekarzy, a mimo to dalej żył problemami klubu, odpowiedzialny do końca. Pomimo swoich lat pomagał, jak mógł. W jego gestii leżało właśnie dostarczanie zaproszeń przed najważniejszymi meczami oraz spikerka podczas spotkań ligowych. Swoim dostojnym głosem, zawsze z niezmienną powagą przez wiele lat rozpoczynał pojedynki ekstraklasy.

fot. Wbrew zwyczajom, zdjęcie kolorowe. Zapamiętajmy Romana Kulczyckiego właśnie takiego, radosnego i uśmiechniętego

Trener po każdym wyjazdowym meczu, bez względu na to, gdzie graliśmy, zawsze jeden z pierwszych telefonów wykonywał do Prezesa, ponieważ wiedział, że ten czeka ze słuchawką w ręce. Czeka i się niepokoi. Nie dla niego była doba Internetu, on musiał wynik usłyszeć od Zbigniewa Nęcka. Ten ostatni telefon odebrał w środę wieczorem. Trener dzwonił z Wrocławia z wynikiem pierwszego meczu w finale play-off. Umówili się, że w sobotę przyniesie mu złoty medal.

Roman Kulczycki przygodę z tenisem stołowym rozpoczął w 1987 roku, kiedy jako pracownik Siarkopolu został kierownikiem drużyny. I tak los skrzyżował jego drogę ze Zbigniewem Nęckiem, który właśnie przeniósł się do Tarnobrzega i z którym bardzo szybko złapał wspólny język. Panowie na tyle dobrze się rozumieli, że Roman Kulczycki został prezesem KTS-u w 2002 roku.

Mecze opuszczał tylko w dwóch przypadkach: poważniejsza choroba oraz wyjazd do swoich dzieci. Jego zawsze wyprostowana sylwetka przynajmniej raz w tygodniu pojawiała się w drzwiach hali treningowej i mogłyśmy słyszeć to niezmienne: „Dzień dobry, jest Zbyszek?”. Szczególnym sentymentem darzył Li Qian, na widok której uśmiech szczególnie rozświetlał mu twarz.

Mam w pamięci, jak krótko po mojej przeprowadzce do Tarnobrzega, na siłowni, która mieściła się wówczas na końcu jednego z korytarzy na parterze hali, pan z siwymi włosami trenował zawzięcie uderzenia bokserskie na materacu opartym o ścianę. Świetna postura, umięśniony, tylko te włosy nie pasowały. Wyglądał za młodo na taką fryzurę. Wypytywał nas o wszystko, sporo wiedział. Kto to jest? – myślałam sobie. Niedługo potem ten sam pan zapowiadał mecz Siarki i wszystko stało się jasne. Później wielokrotnie spotykaliśmy się na basenie o 6 rano we wtorki i czwartki. Zima czy wiosna, pan Roman musiał wypływać swój kilometr. Niekiedy było mi wstyd, że już nie mogłam, a on spokojnie pływał od ściany do ściany. Zbierałam się do kupy i pływałam dalej. Kiedyś pływał więcej, ale i tak kondycję miał zabójczą jak na 60- a później 70-latka, bo poza basenem był jeszcze rower i góry.

W sobotę przed ostatnim meczem sezonu odebrałam krótką wiadomość od Agnieszki Barczuk (Gieragi) byłej kapitan ówczesnej Siarki Tarnobrzeg: Kinga, zmarł Roman Kulczycki, smutno. I tak Go wspomina: Zapamiętałam pana Kulczyckiego jako człowieka pełnego radości, który zawsze interesował się drugą osobą. Miał czas na zadanie pytania: co słychać? Był zawsze pozytywnie nastawiony do życia. Będę o Nim pamiętała i mam Go w dniu dzisiejszym przed oczami.

Menedżer Barbara Tereszkiewicz-Stach, tak zapamiętała prezesa Enei Siarki Tarnobrzeg: Prezes Kulczycki zawsze oddany działalności klubu, interesował się wszystkim, co było związane z zawodniczkami, rozgrywkami i działalnością Jego kochanego KTS-u. Wszystkie zawodniczki traktował jak swoje dzieci, przeżywał ich radości, jak również martwił się chorobą i kontuzjami każdej z nich. Myślę, że nikt nie zastąpi nam Pana Romana.

Delegacja KTS Enea Siarka będzie dzisiaj towarzyszyła Prezesowi w jego ostatniej drodze.

 

Comments are closed.